Strona główna arrow Felietony arrow Polityka arrow Łejkap, durniu
Łejkap, durniu
Drukuj E-mail
Anna Maria Nowakowska   
12. 10. 2012.

Od dawna wiedziałam, ze Ptyś donosił na Gąskę  Balbinkę. Zaraz... Może to ona, suka zimna, donosiła. Nie będę dłużej milczeć, postawa abolicyjno-amnezyjna powoduje bowiem skurcze jelit i ciężką niestrawność.

Żądam powołania komisji śledczej, a najlepiej dwóch!

Advertisement

Spod warstwy błota, którym obrzucono żywych i umarłych zechce jeszcze wypełznąć niejedno paskudztwo. Narodzone w ciemności, w otchłani amnezyjo-pomrocznej, w czeluści prawo-sprawiedliwej lub platfo-obywatelskiej. W szafie. Duża paranoja, w dodatku podwójna, zasila małe paranojki. Kogo by tu jeszcze udupić, ufajdać, unurzać w ramach moralnej odnowy?

Czy po Kaczkach Dziwaczkach przyjdzie rządzić Kaczor Donald? Jaką śmierdzącą szafę otworzy następna ekipa? Którzy nasi byli nasi a którzy udawali naszych za pieniądze lub z czystej ochoty? Czy oni to nie my sami, tylko w przebraniu, albo w pomroczności?

My chyba nie zleźliśmy z tego samego drzewa, panowie i panie. Nas chyba nie wykreował ten sam Pan Bóg na swój obraz i podobieństwo. Co?

Wróciłam z dwutygodniowego holideja i teraz musze odpowiadać na dziesiątki durnych jednobrzmiących pytań: co tam w Polsce. Nagle wszyscy rodacy z mojej wiochy spod Manchesteru zapragnęli relacji. A ja, litości, nie mam nic do powiedzenia. No, może jedno słowo na „g”.

Najwięcej emocji wzbudziła we mnie jak zawsze jazda przez Polskę. Zgłaszam od razu pomysł na zmniejszenie kosztów utrzymania dróg: zamiast wielu tablic Czarny Punkt, postawić jedna dużą Czarna Dziura na każdym przejściu granicznym. Mogę jeszcze opowiedzieć, jak wjechałam w wyrwę i urwałam sobie kawałek podwozia. Na stołecznej, a jakże, ulicy. O żesz wyrwa twoja i moja mać.

Jechałam też jednopasmową autostradą za pieniądze, w co za nic nie chcą uwierzyć moi angielscy koledzy.

Obejrzałam w telewizorze jakiś peep show pod nazwą „Wiadomości”. Przy okazji zlustrowałam się sama w tak sprzyjającej atmosferze: wyznaję, doniosłam w 1965 roku pani przedszkolance Wiktorii na Jacka Szaleniznę, że grzebie sobie w majtkach i usiłuje dobrać się do moich.

Nie zapamiętałam, kto kogo ma podać do sądu i za co, ale pamiętam, że sądy są opłacane z pieniędzy podatników. Tajni współpracownicy zresztą też. Cieszę się, ze nie jestem już podatnikiem którejś z kolei Rzeczypospolitej.

Jakoś bezpieczniej patrzeć z daleka na taśmy Beger i szafy Lesiaka. Dobrze być w pewnej odległości, gdy Roman z Andrzejem stają się jednym (tfuj, pfuj) ciałem.

Hej, czy jest tam ktoś? Tak, do Ciebie mówię. Obudź się durniu, zanim będzie za późno.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.