Felietony
Polityka
Łejkap, durniu |
Łejkap, durniu
|
|
|
| Anna Maria Nowakowska | ||
| 12. 10. 2006. | ||
|
Od dawna wiedziałam, ze Ptyś donosił na Gąskę Balbinkę. Zaraz... Może to ona, suka zimna, donosiła. Nie będę dłużej milczeć, postawa abolicyjno-amnezyjna powoduje bowiem skurcze jelit i ciężką niestrawność. Żądam powołania komisji śledczej, a najlepiej dwóch!
Spod warstwy błota, którym obrzucono żywych i umarłych zechce jeszcze wypełznąć niejedno paskudztwo. Narodzone w ciemności, w otchłani amnezyjo-pomrocznej, w czeluści prawo-sprawiedliwej lub platfo-obywatelskiej. W szafie. Duża paranoja, w dodatku podwójna, zasila małe paranojki. Kogo by tu jeszcze udupić, ufajdać, unurzać w ramach moralnej odnowy? Czy po Kaczkach Dziwaczkach przyjdzie rządzić Kaczor Donald? Jaką śmierdzącą szafę otworzy następna ekipa? Którzy nasi byli nasi a którzy udawali naszych za pieniądze lub z czystej ochoty? Czy oni to nie my sami, tylko w przebraniu, albo w pomroczności? My chyba nie zleźliśmy z tego samego drzewa, panowie i panie. Nas chyba nie wykreował ten sam Pan Bóg na swój obraz i podobieństwo. Co? Wróciłam z dwutygodniowego holideja i teraz musze odpowiadać na dziesiątki durnych jednobrzmiących pytań: co tam w Polsce. Nagle wszyscy rodacy z mojej wiochy spod Manchesteru zapragnęli relacji. A ja, litości, nie mam nic do powiedzenia. No, może jedno słowo na „g”. Najwięcej emocji wzbudziła we mnie jak zawsze jazda przez Polskę. Zgłaszam od razu pomysł na zmniejszenie kosztów utrzymania dróg: zamiast wielu tablic Czarny Punkt, postawić jedna dużą Czarna Dziura na każdym przejściu granicznym. Mogę jeszcze opowiedzieć, jak wjechałam w wyrwę i urwałam sobie kawałek podwozia. Na stołecznej, a jakże, ulicy. O żesz wyrwa twoja i moja mać. Jechałam też jednopasmową autostradą za pieniądze, w co za nic nie chcą uwierzyć moi angielscy koledzy. Obejrzałam w telewizorze jakiś peep show pod nazwą „Wiadomości”. Przy okazji zlustrowałam się sama w tak sprzyjającej atmosferze: wyznaję, doniosłam w 1965 roku pani przedszkolance Wiktorii na Jacka Szaleniznę, że grzebie sobie w majtkach i usiłuje dobrać się do moich. Nie zapamiętałam, kto kogo ma podać do sądu i za co, ale pamiętam, że sądy są opłacane z pieniędzy podatników. Tajni współpracownicy zresztą też. Cieszę się, ze nie jestem już podatnikiem którejś z kolei Rzeczypospolitej. Jakoś bezpieczniej patrzeć z daleka na taśmy Beger i szafy Lesiaka. Dobrze być w pewnej odległości, gdy Roman z Andrzejem stają się jednym (tfuj, pfuj) ciałem. Hej, czy jest tam ktoś? Tak, do Ciebie mówię. Obudź się durniu, zanim będzie za późno. |
||
| Menu główne | ||||||
|---|---|---|---|---|---|---|
|
| Najnowsze |
|---|
| Najczęściej czytane |
|---|
| Ankiety |
|---|
|
|