Strona główna arrow Felietony arrow Polityka arrow Czarci Pakt
Czarci Pakt
Drukuj E-mail
Marek Pol   
05. 02. 2006.

Sypiam mocno i rzadko mi się coś śni. Trochę szkoda. Zazdroszczę kolegom. Niektórym śnią się takie rzeczy, że gdyby nie byli pełnoletni, nie powinni w ogóle kłaść się spać. Mnie przytrafił się ostatnio tylko jeden sen. Niestety okropny! Śnił mi się Sejm.

Jarosław Kaczyński siedział w gabinecie i zadowolony mamrotał pod nosem: „No to się udało! Platformę puściłem w skarpetkach, a dwóch przestraszonych baranów, zaprzągłem do wozu. Będą ciągnąć aż miło. Nic praktycznie nie dostali. Jeśli już będę musiał, rzucę im jakieś ochłapy. Na pewno nic poważnego. To się nazywa majstersztyk! Mając ledwo 155 posłów, mieć pełnię władzy! Rząd, policja, służby specjalne, prokuratura, media, armia i wszystko co o czymkolwiek decyduje, jest moje. A ja wiem jak z tego korzystać. Te dwa cwaniaki myślą oczywiście, że za parę miesięcy mnie przycisną. Za parę miesięcy, to już będzie po nich! Są na to sposoby. Gdyby jeszcze coś znaczyli, zaczniemy długie negocjacje o ich wejściu do rządu. Ale rządzić, będziemy dalej my!”

Advertisement

Lepper przed lustrem podziwiał swoją opaleniznę i zadowolony gadał do siebie: „Udało się! Kaczory dały się nabrać! Gdy minie czas na rozwiązanie Sejmu, zatańczymy braciszkowie inaczej! Będziecie musieli się podzielić władzą, albo zobaczycie, co to znaczy wojna z Lepperem. A ten pakt, to niegłupia dla nas sprawa. Platformę zagoniliśmy do klatki. A my, pierwszy raz, dla rządzących przestaliśmy być trędowaci. Teraz z następnymi pójdzie łatwiej. Świadectwo zdrowia już mamy.”

Giertych siedział w barze, wyraźnie uradowany: „Udało się! A już wyglądało kiepsko. Te łotry z PiS-u przekupiły Ojca Dyrektora. Mają dla siebie całe to jego radio z telewizją i gazetą. Odcięli nas od naszych moherowych wyborców, zanim zdążyliśmy mrugnąć okiem. Gdyby dziś były wybory, mamy przechlapane! Na szczęście dali się nabrać. Liczą, że będziemy grzeczni i będziemy za frajer popierać w Sejmie ich poronione pomysły. Niedoczekanie! Jak zaczną im się w tym rządzeniu rozjeżdżać łapy, skoczymy im do gardła. Na razie popracujemy nad popsuciem im stosunków z Rydzykiem.”

Przewróciłem się na drugi bok. Myślałem, że zacznę śnić o czymś innym. Niestety! Sejmowy sen trwał dalej.

Tusk zadowolony tłumaczył swoim posłom sytuację: „Udało się! Nie będzie wyborów na wiosnę. Całe to kuglarstwo Marcinkiewicza, obiecywanie wszystkiego wszystkim, idzie do kanału. Koniec kampanii wyborczej PiS-u! Teraz muszą rządzić naprawdę. A to oznacza niepopularne decyzje i kłopoty. Na dalsze bycie Świętym Mikołajem nie ma już kasy. A my usiądziemy im na karku i nie damy złapać oddechu. Lepper i Giertych też im skoczą do gardła. Najpóźniej za miesiąc. Za rok, gdy się chłopcy wykrwawią, możemy robić wybory. Ale, to już będą nasze wybory!”

Olejniczak szedł korytarzem cały rozpromieniony. Myślał: „Yes!, Yes!, Yes! Udało się! Nie będzie wyborów na wiosnę! To byłby dla nas dramat. Forsy nie ma, Borowski i ci z Unii Pracy jeszcze nie skruszeli. PiS i PO jeszcze by się umocniły. Horror! A za rok, to zupełnie co innego. Wyborcy zobaczą, że w porównaniu z Kaczorami, rządy lewicy to był raj. Już widać, że PiS ma nie mniej kombinatorów i cwaniaków niż my. Pierwsze ich szwindle zaczynają wychodzić. Zadbamy, żeby nic nie schowali. Żeby ludzie się dowiedzieli, kogo sobie wybrali. A potem?! Potem – proszę bardzo! Możemy robić wybory.”

Pawlak siedział z jak zawsze kamienną twarzą. Ale w środku, rozpierała go radość: „Udało się! Wszystko idzie tak, jak mi Kaczyński po cichu obiecał. Czyli, za kilka miesięcy, jesteśmy w rządzie! Wyrwanie dwudziestu kilku posłów z PO i Samoobrony, dla takiego cwaniaka jak on, to żaden problemem. Nawet, jeśli każdemu musiałby dać jakieś stanowisko. I tak się opłaci! Buraki z Samoobrony myślą, że zmuszą PiS do koalicji. Naiwniacy! Ani się obejrzą a Polską będzie rządziła koalicja PiS-PSL-LPR. A do tego czasu zdążę posprzątać u siebie w partii. Najpierw wywalę tych trzech europosłów, którzy rozbrykali się za bardzo.”

Obudziłem się mokry ze zdenerwowania. Gdy zobaczyłem, że nie jestem w Sejmie, odetchnąłem z ulgą. Pomyślałem, co za głupoty mogą się człowiekowi przyśnić? Przecież ci zacni politycy, liderzy partii parlamentarnych, nie zniżyliby się nigdy do takiego myślenia. Zapewne, gdy ja śpię, oni łamią sobie głowy, co by tu dobrego uchwalić. Żeby ludziom żyło się lepiej, a Kraj był lepiej rządzony.

Bo gdyby miało być tak, jak we śnie, to podpisany Pakt nie byłby żadnym paktem stabilizacyjnym. Raczej byłby to „pakt z diabłem”. Albo nawet z kilkoma.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.