Strona główna arrow Felietony arrow Gospodarka arrow Polska norma budowlana
Polska norma budowlana
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
01. 02. 2006.

Dekady powojennego zamordyzmu nauczyły nas podchodzić do prawa z należytym dystansem. Powiedzenie „zasady są po to, aby je łamać” jest chyba naszym rodzimym patentem. Pochylając się w skupieniu nad tragedią katowicką, warto się jednak zastanowić nad nieco szerszym jej kontekstem, warto spojrzeć dalej, niż tylko na zwały śniegu będące bezpośrednią przyczyną tej bezprecedensowej katastrofy.

Dzisiaj już wiemy, że przyczyn takiej skali nieszczęścia było co najmniej kilka, a w swej ogólności sprowadzają się one do pewnej strategii biznesowej reprezentowanej przez całkiem sporo polskich (ale też i niepolskich) przedsiębiorstw. Strategia ta polega mniej więcej na tym, by jak najszybciej i przy minimum wysiłku wygenerować jak największy zysk. Zwolennicy skrajnego liberalizmu powiedzą, że to wolny rynek w czystej postaci. Może i tak, ale jeśli jego uczestnicy cenią wyżej zysk niż etykę, to ten rynek przypomina raczej dziewiętnastowieczny, drapieżny kapitalizm wczesnej ery manufaktur, niż jakąkolwiek nowoczesną gospodarkę.

Advertisement

Posługując się -- z niechęcią -- angielskim terminem, jest to strategia „hit and run”. Czyli uderz i uciekaj, „na wyrwę”, czy jakkolwiek sobie Państwo chcecie ten nieprzyjazny zwrot przetłumaczyć.

Bo wszystkim i wszędzie chodzi o to, żeby było taniej. Taniej, szybciej, prościej. Dlatego nie odśnieżono dachu, dlatego nie uprzątnięto śniegu spod wyjść ewakuacyjnych, dlatego na wielu imprezach te drzwi są i tak zamknięte (no bo jeszcze ktoś wejdzie bokiem, narażając organizatorów na niepowetowane straty, w wysokości 10 zł na ten przykład). Dlatego też budujemy blaszane potworki, często jeszcze dodatkowo oszczędzając na konstrukcji, bo przecież można zrezygnować z części dźwigarów, a stal kupić w Chinach, bo tańsza. I może też lepsza nawet (głównie dlatego, że tańsza). A że dach się wygiął i połamał już cztery lata temu? No to co... Majster złota rączka pospawa, a tam gdzie cieknie to się policzy mniej za metr powierzchni, to i człowiek zadowolony będzie, najwyżej podstawi sobie wiaderko na deszczówkę.

Podobno jesteśmy narodem biednym. Chyba dlatego wszyscy i wszędzie musimy się tak szybko wzbogacić. Przypuszczalnie dlatego kupując owoce w losowo wybranym supermarkecie można być niemal pewnym, że połowa z nich będzie od razu zepsuta. Przypuszczalnie dlatego tankując benzynę na dowolnej niesieciowej stacji możemy mieć pewność, że kupujemy mieszankę paliwa i wody (dobrze jeśli nie odwrotnie). Przypuszczalnie też dlatego jeździmy po ulicach złomem, który zagraża nie tylko środowisku, ale też właścicielowi, nie mówiąc już o osobach mogących się znaleźć na kursie kolizyjnym z takim bolidem.

Dlatego również budujemy blaszaki, które ze sztuką budowlaną mają tyle wspólnego, co z podbojem kosmosu (o ile akurat nie stacjonują w nich promy kosmiczne, ale tych w Polsce chyba ostatnio nie widziano). A jak donoszą niektórzy znawcy branży -- wzmiankowaną halę blaszaną (zresztą nie tylko) można postawić jeszcze taniej. Patent jest taki: inwestor wybiera głównego wykonawcę (inwestora zastępczego) o, powiedzmy, umiarkowanych rokowaniach na przyszłość, trochę się dwaj inwestorzy ze sobą nieoficjalnie dogadują, tenże inwestor zastępczy podzleca wykonawstwo poszczególnych robót podmiotom trzecim, po czym -- w stosownym momencie, blisko końca inwestycji -- ogłasza bankructwo. Tym błyskotliwym sposobem mamy: gotową halę, czyli blaszaka, dziesiątki firm podwykonawczych, które nie otrzymały zapłaty za swój trud oraz brak płatnika -- pośrednik między tymi wykonawcami a właściwym inwestorem w świetle prawa wyzionął bowiem ducha. Pytanie dodatkowe nasuwałoby się takie -- czy owi wykonawcy są taką „przekładką” pozytywnie zmotywowani do dostarczenia pełnego, bezpiecznego i kompletnego produktu?

Taka jest polska norma budowlana. Taka jest w dużej mierze ta branża. Tajemnicą poliszynela jest jak organizuje się niektóre przetargi, odbiory, akceptacje...

Na dodatek, wydaje się, że nasz rząd gotów jest wyciągnąć z tej tragedii całkiem sporo błędnych wniosków (choć jak zwykle na odcinku medialnym sprawdził się perfekcyjnie). Tu niekoniecznie potrzeba „więcej władzy”, szczególnie że intelektualno-organizacyjne zdolności wykorzystania władzy już obecnie posiadanej ma rządząca ekipa dość mocno ograniczone. Potrzeba zaś tu mądrej władzy i stosownie aplikowanej.

A może da się budować, jeździć, sprzedawać trochę wolniej, lepiej i dokładniej? Pewnie też będzie wtedy drożej, ale jeśli nas nie stać -- bo podobno jesteśmy biedni -- to przyjmijmy ten fakt i poczekajmy parę chwil (to się chyba nazywa oszczędzanie). Najwyraźniej cena za pójście na skróty jest niewyobrażalnie wysoka.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.