Strona główna arrow Felietony arrow Polityka arrow Dół pełen lamentów
Dół pełen lamentów
Drukuj E-mail
Marek Pol   
16. 01. 2006.

Jako dzieciak, kilka lat mieszkałem z dziadkami. Byli kopalnią przypowieści i przysłów. Szczególnie Babcia. Używała ich często przy wyjaśnianiu mi, o co chodzi na tym dziwacznym świecie. Dzisiaj, im większe szaleństwo wokół, tym bardziej przypominają mi się babcine nauki. Na przykład taka: „kto pod kimś dołki kopie, ten sam w nie wpada”.

To przysłowie przypomniałem sobie, patrząc na to, co ostatnio działo się w Sejmie. Awantury, wrzaski, okupacje sali. Przerwa za przerwą. Zabawa wicemarszałków z marszałkiem w ciuciubabkę. Knucie wszystkich przeciw wszystkim. Jednocześnie, jawne i potajemne dogadywanie się z PiS-em. I straszno i śmieszno zarazem!

Advertisement

O co tak naprawdę chodziło -- diabli wiedzą. No może jeszcze Kaczyńscy. Ale według PO -- to również diabły, więc wszystko się zgadza. Chyba rzeczywiście PiS chciał tak opóźnić uchwalanie budżetu na 2006 rok, by Prezydent mógł rozwiązać Sejm. Mielibyśmy na wiosnę kolejne wybory. Poparcie dla PiS jest dziś najwyższe z możliwych. LPR, Samoobrona i PSL ledwo dyszą. Możliwe, że kolejny Sejm będą oglądać już tylko w telewizji. Kończy się też forsa, którą rząd hojnie rozdaje. Więc wybory albo teraz, albo nigdy! Większość, w dniu kolejnych już wyborów, nie ruszy się z domu. Tym lepiej! Ojciec Rydzyk zadba o to, by poszli ci, którzy dadzą zwycięstwo chłopakom z PiS-u. I po krzyku!

Wizja Polski rządzonej niepodzielnie przez Kaczyńskich, Ziobrę i Wassermana zupełnie mi nie odpowiada. Podobnie jak wybory w tym roku. Więc w wojnie PiS-u z całą resztą Sejmu byłem po stronie tych drugich. Ale bawiło mnie szczerze, gdy oglądałem liderów SLD, PO, LPR-u czy PSL-u, żalących się do kamer na Marszałka Marka Jurka. Jeśli ktoś nie pamięta -- przypomnę. Postanowił on, że prace nad budżetem odsuwa na sam koniec stycznia. Groźba przekroczenia konstytucyjnego terminu uchwalenia budżetu była ewidentna. Mimo to Marszałek odrzucił wniosek wszystkich (poza PiS) partii, by prac nad budżetem nie odkładać. Nie pozwolił go nawet przegłosować. „Skandal”, „zamach stanu”, powrót do „liberum veto” krzyczało prawie 300 posłów. Marek Jurek, głosem automatycznej sekretarki, odpowiadał, że takie uprawnienia daje mu Regulamin Sejmu. Twierdził, że ci, którzy próbują go zmusić do szybszej pracy, ordynarnie łamią prawo. I żeby było śmieszniej - miał rację!

Dlaczego? Bo tak „sprytnie” napisano kiedyś Regulamin Sejmu. Marszałek może z Sejmem zrobić, co zechce. To on ustala, nad czym Sejm obraduje a co idzie do szuflady. Choćby 459 pozostałych posłów było innego zdania, decyduje samodzielnie. Reszta, jak mówił znany satyryk, „może mu skoczyć…”. Oczywiście ta reszta może wnioskować by Sejm w głosowaniu udowodnił Marszałkowi, że jest osamotniony. I Marszałek musi taki wniosek poddać pod głosowanie. Tyle, że w ciągu… sześciu miesięcy od daty jego zgłoszenia! A więc „bujaj się opozycjo!”.

Oczywiście, lekceważącego większość Marszałka można odwołać i wybrać innego. To jasne! Tyle, że to, kiedy odbędzie się głosowanie wniosku o odwołanie Marszałka, ustala... sam Marszałek! Nie musi się śpieszyć. Ma na to znowu 6 miesięcy czasu!

Ktoś słusznie zapyta, jaki idiota wymyślił taki Regulamin Sejmu. Odpowiedź jest prosta -- Sejm! Dokładniej -- koalicja AWS i Unii Wolności w 1997 roku. W tych partiach była wtedy większość dzisiejszych posłów PO, LPR i PiS. Po co to zrobili? By zamknąć dziób opozycji. Ówczesny Marszałek nie radził sobie z jej wnioskami, o taką czy inną debatę. Przezywano go nawet Przerwa - Płażyński. To przez przerwy, które co chwila ogłaszał, by konsultować się z Marianem Krzaklewskim. Więc przeforsowano regulamin, dzięki któremu Płażyński wpuszczał pod obrady tylko to, co było dobre dla rządzących. Reszta -- do wora! Na sześć miesięcy. Opozycja wyła i przeklinała. SLD nazywała to mordowaniem demokracji. Tak długo, aż wygrała wybory!

W październiku 2001 roku, gdy SLD miała już 200 posłów, zaczęto na lewicy nawet coś bąkać, o potrzebie zmiany haniebnego Regulaminu. Ale pomysłodawców szybko uciszono. „Teraz? Kiedy my mamy większość? Chyba zwariowaliście! Przecież Marszałek jest teraz nasz!” Opozycja wyła i przeklinała, ale nic nie mogła zrobić. Lewica i koalicyjny PSL śmiali się pod nosem z lamentów prawicy. Do czasu! Tak długo aż wybory wygrał PiS.

Pomysłodawcy idiotycznie wielkiej władzy Marszałka, będący dziś w PO i LPR, wpadli w dół, który kiedyś sami wykopali. Wpadli razem z SLD, Unią Pracy i PSL. Czyli tymi, którzy -- gdy mogli -- dołu nie zasypali. „Cierp ciało, gdy tak ci się chciało!” -- mówiła o takich mądralach moja Babcia.

 

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.