Strona główna arrow Felietony arrow Polityka arrow Czy to już Czwarta Rzeczpospolita?
Czy to już Czwarta Rzeczpospolita?
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
15. 01. 2006.

Czy IV RP będzie miała twarz Andrzeja Leppera, z Danutą Hojarską i Renatą Beger z jednej strony a duetem Giertychów z drugiej? To pytanie, jeszcze jakiś czas temu zupełnie retoryczne, bądź w ogóle nie do pomyślenia, nagle staje się całkiem rzeczywistym dylematem. Odpowiedź na to pytanie poznamy już niebawem. 

We wrześniu ubiegłego roku, w gorączce kampanii wyborczej do sejmu, komentując na tych łamach nowy konfrontacyjny kurs PiS-u wobec PO, pokusiłem się o stwierdzenie, że koalicja trójki ugrupowań z grona PiS, PSL, LPR, Samoobrona, być może nie do pomyślenia (wtedy jeszcze), byłaby jednakże programowo spójna.

Advertisement

I oto raz jeszcze życie wyprzedza fikcję i prognozy. Zdaje się, że nie doceniliśmy makiawelizmu Jarosława Kaczyńskiego. „Polska nie może zostać bez władzy” -- więc będzie albo Lepper, albo nowe wybory. A może to PiS nie może zostać bez władzy, Panowie Bracia? Czy to nie jest czasem tak, że PiS jest złaknione władzy jak kania dżdżu? By nie użyć innego obrazowego porównania z koniem i owsem... Władzy zdobytej za wszelką cenę, wykorzystywanej bez skrupułów do tego by wcielać w życie swoją wizję Rzeczpospolitej? Wizję Polski, w której nie ma miejsca dla myślących inaczej... Jakoś przez ostatni rok Polska funkcjonowała z rządem mniejszościowym (czyli wg Jarosława Kaczyńskiego „bez władzy”) i nic specjalnego się nie stało. Fakt, taka forma rządów nie służy reformom państwa, ale jeśli konszachty z partiami populistycznymi mają służyć, to biada temu państwu!

Rację miał Lech Wałęsa twierdząc, że Kaczyńscy umieją tylko burzyć. Niewykluczone zresztą, że obecnie obserwowane podchody koalicyjne to tylko preludium do wcześniejszych wyborów -- pretekst, który pozwoliłby PiS-owi usprawiedliwić przed społeczeństwem ten niewątpliwie niepopularny ruch. Ale co po nowych wyborach, jeśli otrzymamy podobny rezultat? Czy partia braci Kaczyńskich będzie rozpisywała kolejne plebiscyty aż do pokonania progu 50% mandatów (przy 10 procentowej frekwencji, na przykład)? 

Przyjrzyjmy się trzymiesięcznemu bilansowi sprawowania władzy przez Prawo i Sprawiedliwość i obrazowi Polski jaki się po tym kwartale wyłania. Symptom pierwszy: Wanna Wassermana -- każdy zna pewien popularny program telewizyjny obnażający biegłość niektórych fachowców budowlanych. Nie każdy jednak angażuje kilka urzędów państwowych do rozwiązania błahego skądinąd zatargu. Niechybnie ta nieustępliwość predestynuje ministra Wassermana do zwierzchnictwa nad służbami specjalnymi.

Symptom drugi: Gdy lekarze szli do wojska -- od czasu reformy systemu państwowej służby zdrowia mamy co roku możliwość obserwowania mniej lub bardziej gorszących przetargów między środowiskiem medycznym a instytucjami finansującymi ich działalność. Ale to dopiero minister Dorn Ludwik wpadł na pomysł przymusowego wcielenia lekarzy do wojska, gdyby ci odmówili odnowienia kontraktów. Minister Dorn wysoko ceni sobie wolność i wartości demokratyczne. No chyba, że trzeba pomóc koledze z resortu. 

Symptom trzeci: Oblężona twierdza -- PiS realizuje się poprzez konflikt i jest to w prostej linii konsekwencja stylu działania i osobowości przywódców partii. Trzeba było tylko trzech miesięcy, by zjednoczyć opozycję -- choć na krótko -- w proteście przeciw obstrukcyjnej taktyce marszałka sejmu podczas debatowania nad ustawą budżetową. Pierwszy to raz zresztą w III RP (a w IV tym bardziej) obstrukcję stosuje rząd, a nie opozycja. A przy okazji usłyszeliśmy jakże uspakajające opinię publiczną słowa o „zamachu stanu”, opozycja szykowała się do okupacji sali posiedzeń, a marszałek przechadzał się po kuluarach w towarzystwie straży marszałkowskiej, by podkreślić wrażenie zagrożenia. A wszystko to już w trzy miesiące po wyborach. Brawo Panowie Bracia!

Niewątpliwie Wielki Rozgrywający (w tym rozdaniu) ma plan. Jest to plan fatalny dla Polski, choć być może doraźnie korzystny dla Prawa i Sprawiedliwości. Być może planem tym jest doprowadzenie do przedterminowych wyborów, być może jedynie „przeczołganie” potencjalnych partii koalicyjnych przed właściwymi rozmowami o współrządzeniu. Jedno jest pewne -- państwo z tej rozgrywki wyjdzie słabsze, a zaufanie do elit będzie jeszcze niższe, o ile to w ogóle możliwe. 

A gdzie w tym czasie jest prezydent? Schował głowę w piasek, czy może w fałdy biskupiej stuły? A może po prostu nie chce bratu psuć zagrywki, więc przezornie się nie miesza, bo jeszcze Jarek nakrzyczy i odeśle do kąta.

Czy potrzebujemy w Polsce więcej takiego prawa i takiej sprawiedliwości? 

To tyle w kwestii naprawiania państwa. Może przynajmniej minister Wasserman naprawi swoją wannę.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.