Strona główna arrow Felietony arrow Społeczeństwo arrow Ubezpieczenie od deja vu
Ubezpieczenie od deja vu
Drukuj E-mail
Marek Siemiątkowski   
21. 12. 2012.

Gramy w to samo. Cały czas gramy w to samo. Może to nawet i zabawne. Dla niektórych pewnie brzmi jak banał, dla innych jak sofizmat taniego poety z przedmieścia. A jednak. Codziennie, dzień po dniu, powtarzamy mozolnie i bezmyślnie ten sam repertuar czynności, w pracy, w domu, w sklepie, za stołem, na spacerze z rodziną i przed telewizorem. Uśmiechnięci jak kot z Cheshire „odhaczamy” codzienny bukiet obowiązków i celów. Uśmiechnięci? Och, nie tylko. Spełnieni? Tylko co poniektórzy.

Advertisement

Czasami również smutni, zaskoczeni, zdenerwowani. Zawsze jednak tacy sami i robiący prawie zawsze to samo. Klepiemy niczym mantrę zdawkowe „co słychać?”, podlewając to sosem udawanego zainteresowania. Do codziennych celów żywo dorabiamy tęgą logikę i uzasadnienie, prawie zawsze jednak á rebours. Inni wokół nas? Hmm, są przecież tacy sami. Albo nie, to my jesteśmy inni, lepsi, prawdziwsi, ciekawsi. A oni? Trawestując Gogola „wszyscy to łajdacy z wyjątkiem jednego, a i ten -- prawdę mówiąc -- świnia”.

Jednym zdaniem, gramy w to samo. Tylko czasem w tyle głowy czai się lęk. Lęk przed pustką. Monotonny i głuchy, innym razem akustyczny i pulsujący niczym molto vivace z dziewiątki Beethovena.

A potem przychodzą Święta. Wigilia, pierwsza gwiazdka, blask świecy opalającej łamany opłatek. I co, znowu dejá vu? Znowu sztafaż tych samych wyuczonych zachowań, rutynowych „small talks” wypełniających ciszę między kolędami? Boję się. Boję się, że bardzo często tak. A potem dziwimy się na frazę Montaigne’a, że „kto nie wie do jakiego zmierza portu, temu nie sprzyja żaden wiatr”. I tak sobie jednocześnie myślę, że Święta to przecież doskonały moment do zatrzymania się NAPRAWDĘ, do pochylenia się nad samym sobą, do odrobiny spontanicznej refleksji. Taka chwila zadumy nad tym co dla mnie faktycznie w życiu ważne, porównania tego co robię z tym co naprawdę chciałbym. I niekoniecznie musi to zmieniać całe nasze życie, przynajmniej w fenotypowym znaczeniu tego słowa, nie zawsze nasze myśli i konkluzje muszą biec ścieżką Leonarda Cohena zaszywającego się na długie lata w kibucu. Wręcz przeciwnie, taka metamorfoza może być tylko w nas, wewnątrz. Ważne jest tylko aby umieć zmienić kilka priorytetów, a kilka innych spraw nazwać po imieniu. Niezależnie pod jaką wiarą i jakim obyczajem się wychowaliśmy. Tak naprawdę najważniejsze jest nauczyć się biec po ścieżce życia po prostu trochę bardziej świadomie.

Święta są bardzo dobrą okazją, żeby przemyśleć tych kilka krzywych wierszy. I zdobyć się na odrobinę odwagi przed skokiem. I tylko czasem szkoda mi trochę jednego. Jakieś kilka tygodni temu na polski rynek weszła po raz pierwszy firma oferująca ubezpieczenie zdrowotne pokrywające pełen zakres świadczeń. Czy ktoś kiedyś wymyśli ubezpieczenie od konsekwencji zmiany pomysłu na życie?

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.