Strona główna arrow Felietony arrow Polityka arrow Cimoszewicz trzaska drzwiami
Cimoszewicz trzaska drzwiami
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
15. 09. 2005.

Prawda, obecna kampania wyborcza nie jest elegancka, można się nawet pokusić o opinię, że jest jedną z mniej eleganckich w krótkiej historii III Rzeczpospolitej. O ile przymiotnik „elegancka” i termin „kampania wyborcza” nie są już same w sobie przeciwieństwami. Prawda, kopał poseł Giertych dołki pod marszałkiem Cimoszewiczem z niezwykłą zaciekłością. Kopał, kopał, aż w końcu marszałek zaczął się potykać. Prawda, marszałek jako obywatel mógł mieć tego wszystkiego serdecznie dość. I prawdą jest, że miał.

Advertisement

Jednakże decyzja o rezygnacji z kandydowania i mało konstruktywny styl, w jakim została zakomunikowana, budzi pewne zdziwienie. Każdy obywatel ma prawo trzasnąć drzwiami mówiąc, że nie będzie się bawił w wybory, bo nie widzi godnych urzędu kandydatów. Ale czy takie prawo ma urzędujący marszałek Sejmu i osoba pretendująca do najwyższego urzędu w państwie? Czy Włodzimierz Cimoszewicz jest jedynie słusznym światłym przywódcą narodu i gdy jego zabraknie to już trzeba nad tym narodem zapłakać, bo niechybnie pójdzie na zmarnowanie?

Oto okazało się, że ewidentnie wątłe i oparte na sfabrykowanych dowodach ataki posłów gończych odsłoniły nieco inny obraz marszałka niż on sam i jego zaplecze chciały sprzedać społeczeństwu. Obraz z arogancją, nie zawsze usprawiedliwioną pewnością siebie i być może dość kruchą konstrukcją psychiczną w tle.

Korespondencja marszałka z posłem Stefaniukiem w sprawie błędu w oświadczeniu majątkowym pokazuje Włodzimierza Cimoszewicza nie jako męża stanu, lecz raczej jako osobę ostatecznie przekonaną o swojej wyższości. Cały casus pani Jaruckiej - oprócz oczywistej indolencji, bądź złej woli posłów z komisji śledczej - ujawnia co najmniej osobliwe stosunki w MSZ pod wodzą ministra Cimoszewicza. Pozostaje mieć nadzieję, że twierdzenie o tym, iż „głupsi wyjeżdżali na placówkę” niż mąż pani Jaruckiej, jest tylko jej jeszcze jedną konfabulacją, a nie wiernym odzwierciedleniem stosunków w ministerstwie i opisem sposobu doboru naszych kadr dyplomatycznych. Abstrahując nawet od poziomu inteligencji pana Jaruckiego. Choć samo ujawnienie sposobu, w jaki mąż pani Jaruckiej został mianowany na wysokie stanowisko w innej instytucji państwowej cokolwiek tę nadzieję podkopuje.

I oczywiście miał Włodzimierz Cimoszewicz pełne prawo do zakupu akcji Orlenu w imieniu córki. Tak jak i jakichkolwiek innych akcji w czyimkolwiek imieniu. Tyle, że to pewna niezręczność, której wytrawny polityk powinien być świadomy. Niezręczność pozostawiająca wrażenie braku przejrzystości.

Wszystko to, co przystoi zwykłemu obywatelowi niekoniecznie pasuje do męża stanu. I w tym świetle wydaje się, że marszałek Cimoszewicz mógł podjąć właściwą decyzję. Choć stałoby się lepiej, gdyby tę decyzję podjęli wyborcy.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.