|
Marszałek poszedł w las
Poszedł marszałek w las, niewykluczone, że po naukę, gdyż
patrząc na kwiat naszej reprezentacji trzeba dojść do wniosku, że musi
jej tam być dostatek. W przeciwieństwie do pewnego budynku przy Wiejskiej.
Trudno się też dziwić, że marszałek Cimoszewicz woli obcować z przyrodą, niż z
posłem Giertychem.
Prawdą jest również, że komisja ds. Orlenu rozmija się ze
swoją misją drastycznie. Dawno już zapomnianym został prawdziwy cel jej
powołania, natomiast posłowie śledczy oddali się swemu ulubionemu zajęciu grzebania
w cudzych życiorysach odbitych w krzywym, ubeckim zwierciadle.
O ile jednak pobudki marszałka są zrozumiałe, o tyle już
samo teatralne wyjście z komisji i późniejsze jego wypowiedzi mogą budzić pewne
zdziwienie. Wydaje się bowiem, że taki poziom arogancji nie przystoi
pretendentowi do najwyższego urzędu w państwie.
A więc uszedł marszałek w las, a psy gończe pobiegły za nim.
Czy go dopadną i rozszarpią, czy obszczekają i „obsikają”, jedno jest pewne -
polski parlamentaryzm na tym raczej nie zyska. Pan marszałek swoim zachowaniem
poniekąd wpisał się w ten nienajwyższych lotów spektakl przedwyborczych
połajanek.
Jest takie powiedzenie, bodajże angielskie - „Nigdy nie kłóć
się z głupcem - sprowadzi cię do własnego poziomu i pobije doświadczeniem”. |