Strona główna arrow Felietony arrow Europa i świat arrow Francja na wstecznym
Francja na wstecznym
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
30. 05. 2005.

Francuzi w niedzielę powiedzieli Non. Był to głos donośny i stanowczy, bo różnica między zwolennikami a przeciwnikami konstytucji była znacząca. Tyle, że przypuszczalnie głos ten był nie na temat.

Był to głos sprzeciwu wobec polityki niepopularnego rządu, była to obawa przed napływem taniej siły roboczej ze wschodu, głos przeciw tzw. delokalizacji, czyli ucieczce przedsiębiorstw do krajów o tańszej sile roboczej (w domyśle znowu na wschód), głos przeciw ewentualnemu przyjęciu do Unii muzułmańskiej Turcji i wreszcie głos niezgody wobec tysiąca innych wewnętrznych francuskich problemów.

Advertisement

Pewnie też w jakiejś części był to głos przeciw Unii, ale w części niewielkiej, gdyż sami zwolennicy odrzucenia konstytucji mówią, że są za Unią. Pojawiały się głosy: Jestem za Unią, lecz najpierw należy uporządkować własne podwórko, a potem zajmować się sprawami wspólnymi.

Takie myślenie przeważyło. Trudno się dziwić Francuzom, że zależy im na porządkowaniu własnego państwa. Dziwić się można, i należy, politykom francuskim, którzy z referendum konstytucyjnego zrobili plebiscyt spraw ważnych, mniej ważnych, lub nieważnych w ogóle. W każdym razie spraw nie zawsze związanych z ideą europejską.

Konstytucja we Francji padła, ponieważ nie miała dobrych adwokatów. Prezydent Chirac w kwestiach europejskich prezentuje co najmniej niejednolite stanowisko, by ująć to dyplomatycznie. Nie dalej jak pół roku temu pan Chirac mocno krytycznie wypowiadał się o konsekwencjach rozszerzenia Unii na wschód (ignorując przy tym pozytywy). Bo to się sprzedawało. Trudno oczekiwać zatem, by wyborcy zapomnieli o tamtych wypowiedziach teraz, gdy prezydent Francji starał się ich przekonać do głosowania za.

Nie był dobrym adwokatem konstytucji rząd mocno ostatnio niepopularnego premiera Raffarin'a. Jakby tego było mało, w tygodniach poprzedzających referendum, gdy w sondażach zaczęło nieśmiało przeważać „tak”, rząd zadekretował zniesienie dnia wolnego w Zielone Świątki. To się nie mogło sprzedać.

Mleko się rozlało. Unia nie przestanie działać. Szkoda tylko, że ogromny wysiłek usprawnienia tego wielkiego mechanizmu być może poszedł na marne. Jedno jest jednak pewne -- proces ratyfikacji musi trwać, musi się wypowiedzieć również Polska. W żadnym razie nie powinniśmy zrezygnować z referendum, nawet jeśli będzie miało znaczenie czysto symboliczne.

Niewykluczone, że z francuskiego Non powstanie coś dobrego -- nowa lepsza konstytucja. Problem w tym, że każdy wyobraża sobie tę „lepszą” inaczej. A jak mawiają nad Wisłą, lepsze jest wrogiem dobrego.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.