Strona główna arrow Felietony arrow Społeczeństwo arrow Policjanci i złodzieje
Policjanci i złodzieje
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
27. 05. 2005.

Dwa w jednym, czyli policjanci i złodzieje. Innymi słowy jak złapać przestępcę, nie ruszając się z radiowozu (lub zza policyjnego biurka).

Polska policja odnosi kolejne sukcesy, tym razem w dziedzinie minimalizacji kosztów działania. Cieszy ta troska o cięcie kosztów, w końcu budżet nie z gumy, a taki dajmy na to radiowóz stacjonarny jest tańszy w utrzymaniu niż radiowóz w ruchu.

Advertisement

Policja nie musi się już uganiać za przestępcami po mieście, teraz ugania się za nimi pomiędzy biurkami. Własnymi. Poza tym, jak wspomniany radiowóz dostatecznie długo utrzymać w bezruchu, można go traktować jako nieruchomość, a te jak wiadomo zawsze w cenie.

W pełni identyfikując się z zasadami wolnego rynku łódzcy policjanci wpuścili z powrotem w obieg kilkadziesiąt kilogramów zarekwirowanych narkotyków. I słusznie, przecież towar zalegający na półkach w magazynie traci na wartości. I nawet nie trzeba być portugalskim właścicielem sieci marketów Biedronka, by wiedzieć, że towar musi rotować, bo inaczej nie zarabia.

W idealnym przypadku narkotyki z powrotem wróciłyby na półki po kolejnym spektakularnym sukcesie łódzkiej policji i tak proceder możnaby powtarzać, a państwo polskie hojnie by wynagradzało funkcjonariuszy za świetne efekty. No ale pełnego efektu synergii tym razem jeszcze nie udało się osiągnąć: przestępcy (ci prawdziwi) odmówili współpracy nie mając żadnego interesu by dać się złapać ponownie i koniec końców towar trafił pewnie do finalnego odbiorcy. 

Podobnym zmysłem handlowym wykazał się śląski generał policji sprzedając co ciekawsze tajemnice służbowe lokalnym układom mafijnym. Trudno się dziwić, informacja to też towar, a do skromnego generalskiego uposażenia zawsze jakiś ekstra dodatek funkcyjny się przyda.

Niewykluczone, że wyżej wspomniani miłośnicy wolnego handlu będą mogli liczyć na zrozumienie sądu. Choć przypuszczalnie nie tego gdańskiego, który zgodnie ze starą regułą „klient nasz pan” serwował podsądnym wyroki podług ich woli. A raczej stanu konta, należałoby przypuszczać. Nie tego, bo ten sąd sprzedał się zbyt ostentacyjnie i zawisł. A ściślej go zawieszono. 

Pewnym dysonansem w naszym obrazie jawią się nieprawidłowości przy policyjnych zamówieniach publicznych, co jakiś czas demaskowane przez media, gdyż one ten wolny rynek zaburzają. Nie wymagajmy jednak od policji od razu doskonałości.

Analogicznie nie pasuje do całości ostatnio uknuta intryga o gangu w Komendzie Głównej. Ale w sumie to dziennikarze sami sobie winni. Jest wolny rynek -- jest. Informacje są na sprzedaż -- są, a zatem jak ktoś daje je za darmo, to mogły się pismaki domyśleć, że to podstęp.

I tylko pan wiceminister się zdziwił, że zamki na piasku go przerosły, a foremki mają ostre krawędzie. No ale wiadomo -- zamki to nie on stawiał, tylko były od zawsze, a foremki zamawiał jego poprzednik.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.