Strona główna arrow Felietony arrow Europa i świat arrow Gdzie prezydentów dwóch...
Gdzie prezydentów dwóch...
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
16. 05. 2005.

No więc mamy to za sobą -- prezydent Kwaśniewski do Moskwy się udał, spory czy ma jechać czy nie, ustąpiły sporom, czy powinien był, czy nie powinien. Bracia Rosjanie, jakby w odpowiedzi na wahania opinii publicznej -- choć sam prezydent chyba się nie wahał -- zaprosili na uroczystości 60 rocznicy zakończenia II Wojny Światowej prezydenta zapasowego. Być może w ramach kalkulacji, że w razie gdyby ten właściwy się rozmyślił, zapasowy będzie jak znalazł.

Advertisement

I w sumie może nic dziwnego, wszak i inni byli prezydenci często reprezentują swoje ojczyzny w mniej lub bardziej kurtuazyjnych wojażach zagranicznych. I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt na rażące dysproporcje w traktowaniu obecnej, i byłej głowy naszego państwa. Pomijając już ten drobny szczegół, że pan Prezydent-Generał, nie uosobia w naszym kraju wolności i niepodległości, czyli tych wartości, które miano by w Moskwie świętować.

W istocie bowiem w Moskwie oddawano hołd wielkomocarstwowym ambicjom Rosji i -- niestety -- takiej wizji historii. W tej jej wersji II Wojna Światowa zaczęła się w 1941, a takie pojęcia jak Katyń, czy Pakt Ribbentrop-Mołotow, są niewarte pamiętania. Według tych założeń, nasz wkład w pokonanie hitleryzmu zakwalifikowano na pozycji „drugiej od prawej, w trzecim rzędzie”, jak to widać na oficjalnej fotografii. I nawet niepomijalne rozmiary pana prezydenta właściwego na niewiele się nam zdały, widać bowiem tylko maleńką głowę jego prezydenckiego majestatu.

Znacznie lepiej poszło panu prezydentowi zapasowemu: był on przyjmowany z pompą i celebrą, godną urzędującej głowie państwa, co wyraźnie kontrastowało z chłodną uprzejmością wobec prezydenta Kwaśniewskiego. Ale i też pan Prezydent-Generał nie pozostał swoim gospodarzom dłużny i w swej grzeczności raczył był wystosować parę wypowiedzi z radością przyjętych przez stronę rosyjską. Wypowiedzi legitymizujące wielkoruską wizję historii musiały się podobać, jednak wydaje się, że są one niebezpiecznie daleko od polskiej racji stanu, co ze strony byłego prezydenta jest zachowaniem co najmniej niestosownym.

Mimo, że pan Jaruzelski był w Moskwie bardziej jako kombatant, niż była głowa państwa, mimo, że pan Jaruzelski był prezydentem cokolwiek przypadkowym, niż świadomie obranym przez wyborców, to pozostaje po tych jego wypowiedziach głęboki niesmak.

Instytucja prezydent-generała rzadko jest dobrym pomysłem dla jakiejkolwiek demokracji. Okazuje się, że były prezydent -- generał w stanie spoczynku, też najlepiej demokracji nie służy. Nic zatem dziwnego, że w kraju zawrzało, a co bardziej gwałtowne głosy nawołują, by w imię Prawa i Sprawiedliwości pozbawić pana Jaruzelskiego atrybutów zarazem po-prezydenckich, jak i po-generalskich. Polityczny odwet na schorowanym generale wydaje się jednak wysoce niestosowny, nie mówiąc już o kwestiach etycznych, czy prawnych. Jeśli generał rzeczywiście zaszkodził polskiej racji stanu, to o ewentualnych konsekwencjach powinien zdecydować niezawisły sąd. Pozbawianie z inicjatywy ugrupowania ewentualnego przyszłego prezydenta nabytych uprawnień jednego z byłych prezydentów wpisałoby się dość drastycznie w tradycję polskiej zmiany władzy -- „zwycięzca bierze wszystko”. Również prawo i sprawiedliwość, choć te -- wydawałoby się -- powinny pozostać wartościami uniwersalnymi.

Niewątpliwie wspólnej wyprawy dwóch polskich prezydentów do Moskwy nie będzie można zaliczyć do oszałamiających sukcesów polskiej dyplomacji. Można się jedynie zastanawiać, czy próby marginalizacji Polski wynikają z jej lekceważenia jako nieistotnego partnera, czy też, wręcz przeciwnie, w uznaniu polskiego wpływu na wschodnią politykę UE powodowane są chęcią jego umniejszenia. Natomiast sam fakt prób umniejszania naszego znaczenia na arenie międzynarodowej przez Moskwę pozostaje bezsprzeczny.

Nie zapowiada się, by w najbliższej przyszłości stosunki z naszych wschodnim sąsiadem mogły za naszą sprawą ulec jakiejś znaczącej poprawie. Przypuszczalnie najrozsądniej zatem byłoby przyjąć postawę przyjaźnie neutralną, no i może nie strzelać do własnej bramki.

Gdzie prezydentów dwóch, tam trzeci korzysta.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.