Strona główna arrow Felietony arrow Europa i świat arrow Konstytucja Europejska - Test francuski
Konstytucja Europejska - Test francuski
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
21. 04. 2005.

Konstytucja Europejska ma za sobą burzliwe lata negocjacji, pertraktacji, konsultacji i uzgodnień. Finalny tekst został po serii dramatycznych uniesień dopięty na konferencji międzyrządowej w czerwcu ubiegłego roku. Mamy w tym dramatyzmie swój poczesny udział, za sprawą twardego stanowiska naszych negocjatorów. Ostatecznie, dokument został podpisany przez głowy państw UE w Rzymie 29 października 2004.

Tyle historii, która być może nigdy historią się nie stanie. A to za sprawą sprawdzianu francuskiego, któremu poddany zostanie traktat europejski w referendum, dokładnie 7 miesięcy po podpisaniu w Rzymie.

Advertisement

Konstytucja Europejska nie jest łatwa, jak każdy kompromis nie zadawala nikogo w pełni, w istocie niekoniecznie nawet jest konstytucją a raczej zbiorem -- czasem dość szczegółowych -- regulacji prawnych. Na tyle szczegółowych, że całość „Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy”, bo taka jest oficjalna nazwa dokumentu liczy około 400 stron, a wraz z załącznikami i szczegółowymi protokołami, ponad 800.

Dla porównania, konstytucja amerykańska liczy kilkanaście stron, na co składa się 7 (siedem) artykułów ustawy zasadniczej oraz 27 poprawek dodanych w przeciągu 216 lat, które upłynęły od jej uchwalenia. To porównanie nie wypada zbyt korzystnie dla Europy -- trudno sobie wyobrazić, by 800 stronicowy dokument porywał serca Europejczyków i stanowił przywoływaną na co dzień podstawę ich praw obywatelskich, jak to ma miejsce w przypadku Ameryki. Wydaje się, że ta rola pozostanie na długo w gestii konstytucji narodowych.

Konstytucja Europejska nie jest piękna. Kunszt językowy tego dzieła nie porwie czytelnika, nie pozwoli mu się zatracić w uczuciu podziwu dla autora, czy bohaterów, a z pewnością niejednego z czytających przyprawi o senność.

Konstytucja Europejska nie zawsze jest konsekwentna. W istocie bowiem obecne brzmienie traktatu zostało w dużej mierze wytargowane, a wizja wspólnego europejskiego domu rozmyta -- z jednej strony w prawno-legislacyjnej degrengoladzie traktatu, a z drugiej w partyjno-narodowych przepychankach.

By nie szukać źdźbła w cudzym oku, dość wspomnieć o słynnych limitach produkcji mlecznej, czy wielkości dopłat dla rolników, które to były jednym z elementów polskiego stanowiska negocjacyjnego. Słuszne, czy nie (a z polskiego punktu widzenia słuszne), takie postawy sprowadziły ustawę zasadniczą do poziomu bardziej właściwego targowisku z zieleniną, niż międzynarodowemu traktatowi o podstawowym znaczeniu prawnym. Może to i nie dziwi, bo Unia wyrosła ze wspólnoty gospodarczej właśnie. Nie dziwi, ale i nie może cieszyć, bo raz sprowadzoną do takiego poziomu konstytucję podnieść będzie niezwykle trudno.

Konstytucja Europejska nie jest też arcydziełem sztuki prawodawczej. Jednakże pomimo tych wszystkich rzeczy, którymi nie jest, stanowi jednak Konstytucja Europejska rozsądny i przypuszczalnie jedyny możliwy do osiągnięcia w chwili obecnej kompromis. Traktat ten określa nowe ramy działania dla Unii 25, czy 28 państw. Ramy niezbędne, gdyż obecne instytucje wspólnotowe były projektowane z myślą o kilku państwach, nie kilkudziesięciu. Bez tych nowych regulacji Unia będzie zwolna zapadać się pod wpływem własnej inercji, biurokracji i niemocy decyzyjnej.

I tak wracamy do tytułowej próby francuskiej. Zdaje się bowiem, że lata negocjacyjnych trudów i wyrzeczeń, a przynajmniej przepychanek i złorzeczeń, poświęcone na mozolne przygotowywanie wspólnego brzmienia traktatu okażą się małą potyczką w porównaniu z czekającymi nas bitwami o ratyfikację konstytucji w referendach.

29 maja Francuzi zadecydują o przyszłym kształcie Europy w referendum. Rząd i prezydent francuski robią wszystko by przekonać obywateli do głosowania na tak, co nawet skłoniło pana Chiraca do zaprzestania zjadliwej retoryki oskarżającej nowe państwa Unii o wszelkie ekonomiczne plagi (a przynajmniej znaczną ich część). Tyle, że być może już jest za późno, a konstytucja raz sprowadzona do parteru tam już pozostanie, gdzieś między polskim mlekiem, hiszpańskimi pomarańczami a francuskim serem.

Wielkie nieszczęście się nie stanie. Unia się nie zawali, bo przecież już funkcjonuje. Odrzucenie konstytucji zahamuje jednak i tak bardzo nieśmiałe reformy struktur UE oraz wyznaczy nową cezurę w dziejach Wspólnoty. Zapoczątkuje okres kryzysu zaufania społecznego z trudno przewidywalnymi, a potencjalnie bardzo negatywnymi, konsekwencjami.

I będzie wtedy ten nasz wspólny dom trochę mniej wspólny, trochę mniej gościnny, trochę mniej europejski. Oby nie.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.