Strona główna arrow Felietony arrow Polityka arrow Dożynki, czyli łowy bez dyplomatyki
Dożynki, czyli łowy bez dyplomatyki
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
13. 03. 2005.
Klimat nam się rozregulował ostatnio. Niechybnie w wyniku nie podpisania protokołów z Kioto przez Pana Krzaka (nie, nie tego, tego drugiego).

Trzeci tydzień marca się zbliża, temperatura oscyluje wokół mało przyzwoitych wartości, woda z nieba leci w stanie raczej zestalonym, a tu drogą polną, Wiejską rzec by można, dziarsko dzierżąc narzędzie wszelakie -- a to sierp, a to kosę, a to znów pochodnię -- przez półmetrowe zaspy przebija się zastęp Rzeczy Pospolitej Naprawiaczy. Wycieczce przewodzi Wielki Inkwizytor, wielki głównie wzrostem oraz zaślepieniem w swej destrukcyjnej dążności dożynania.

Advertisement
Nadszedł bowiem czas żniw. Większość plonów zżętą już została, lecz nie wszystkie wszakże. Ostał się oto łan ostatni, samotny, ale dość dorodny, a przede wszystkim ostentacyjnie trwały. Dożynanym będzie ostatni symbol poprzedniego rozdania, tym bardziej kolący w oczy, dumę i ambicje inkwizytorskich umysłów, że od lat blisko 10 mniej lub bardziej majestatycznie tkwiący na dość wysokim, acz raczej tytularnym, piedestale. Poprzednie rozdanie, zwane czasem dla czytelności „układem”, jak domek z kart w rozsypkę poszło odsłaniając wieczną zgniliznę i inne równie mało atrakcyjne przymioty. Na tym tle szczególnie razi uporczywa obecność Jego Tkwiącości.

Podczas gdy przewiny „poprzedniego układu” pozostają poza dyskusją, są niemałe i ujmę trwałą przynoszą całej formacji go tworzącej, o tyle karkołomna logika procesowa komisji parlamentarnych, na siłę wiążąca najdrobniejszą poszlakę z najwyższym urzędem w państwie, wydaje się być co najmniej dyskusyjna. Będąc dalekim od bezkrytycznej afirmacji poczynań obecnego prezydenta, trzeba mu przyznać, że przez większość czasu ze swoich obowiązków wywiązywał się poprawnie.

Inkwizycja jednak swoje prawa ma, i dyplomacją, czy zdrowym rozsądkiem kierować się nie zwyczajna. Szczególnie, gdy od mitycznego celu dzieli ją już tylko pogrążenie ostatniego symbolu, zżęcie ostatniego łanu, przerobienie go na słomę, słomy na kompost, poddanie całości procesom gnilnym i zalanie produktu końcowego gnojowicą. Czyli w skrócie -- doprowadzenie do stanu, w którym Inkwizycja czuje się najpewniej, bo jak u siebie.

Przykre w powyższym spektaklu to, że na naszych oczach dokonuje się erozja instytucji państwa. Młoda demokracja charakteryzuje się tym, że jej instytucje mają konkretne twarze, nazwiska, autorytety. Szargając, często niesłusznie, te autorytety przyczyniamy się do niszczenia instytucji samych w sobie, a więc tego, co udało się przez ostatnie kilkanaście lat osiągnąć.

Inkwizytorzy powiedzą, że budują IV Rzeczpospolitą. Ale czy aby na pewno? Czy Inkwizycja cokolwiek potrafi zbudować? Miast konstrukcji widzimy nieustającą destrukcję, co jest jedynym wspólnym mianownikiem wielu partii i partyjek -- przeważnie prawicowych -- kwestionujących porządek prawny III RP.

Niniejszym pozwalam sobie poddać w najgłębszą wątpliwość ich zdolność budowy czegokolwiek, a już IV RP w szczególności.

Pomimo niejednoznacznych sygnałów z otoczenia -- śniegów, zasp, sierpów, kos i pochodni -- powoli, lecz nieuniknienie zbliża się wiosna. Wiosna roztopi lody, odsłoni wieczną zgniliznę i -- miejmy nadzieję -- ją zmyje. Czy również zagasi rozpalone stosy? To przyjdzie się nam przekonać już niebawem.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.