Strona główna arrow Felietony arrow Polityka arrow Władza się spieszy
Władza się spieszy
Drukuj E-mail
Juliusz Mille   
11. 05. 2012.

Mając przyjemność, mniej lub bardziej wątpliwą, pomieszkiwania w bezpośredniej bliskości Drogi, nie sposób nie sformułować pewnych konkluzji odnośnie komunikacyjnych zwyczajów miłościwie nam administrujących urzędników.

Droga bowiem zwykłym szlakiem komunikacyjnym nie jest. Albo inaczej -- Droga zwykłym szlakiem jest, dopóki któryś z miłościwie administrujących nie zdecyduje, że ma życzenie udać się w podróż. Podróż nie zwykłą, bo godność urzędnika ujmy wielkiej by doznała, gdyby jej właściciel z resztą pospólstwa w korku utknąć musiał.

Advertisement

Władza się spieszy, władza jest bardzo zajęta, władza -- w trosce o obywatela oczywiście -- nie może sobie pozwolić na marnowanie swojego cennego czasu. Podatnik-obywatel jest niezmiernie wdzięczny miłościwie nim administrującej władzy, za jej poświęcenie oraz troskę o każdą minutę jej (władzy) czasu spożytkowaną na rozstrzyganie spraw Wagi Państwowej. W tym przekonaniu podatnik-obywatel jest utwierdzany co czas jakiś, gdy tkwiąc w korku widzi miłościwie administrujących przemierzających Miasto w kawalkadzie samochodów, bo władza miała akurat życzenie się spotkać. Albo sobie polatać. Żeby się spotkać zapewne. A wszystko to dla zapewnienia szczęścia podatnika-obywatela.

Kontemplując zwyczaje komunikacyjne władzy, podatnik-obywatel, stojąc w korku, nie może wyjść z podziwu dla sprawności mechanizmu wspomagającego jej fizyczne przemieszczanie. Oto bowiem, jeden z miłościwie administrujących miał życzenie sobie polatać (żeby się spotkać, niechybnie), zatem musiał skorzystać z Drogi. Podatnik-obywatel zanotował, że skrzyżowania na trasie przejazdu są zamykane tylko na kilka minut przed przejazdem, a otwierane tuż po. Kawalkada pojazdów rzadko zwalnia poniżej 80 km/h, ale to niewątpliwie ze względów bezpieczeństwa. Zresztą, wydaje się, że ograniczenie prędkości do 50 km/h w Mieście jest nazbyt restrykcyjne.

Cały ten świetnie zorganizowany proceder umożliwia zaoszczędzenie kilkudziesięciu minut kilku (jednemu?) urzędnikom. Że przy okazji marnuje się po parę minut tysiącom podatników? Że trzeba utrzymać pewnie z setkę ludzi uczestniczących w tej operacji? Cóż takie najwyraźniej muszą być koszty funkcjonowania władzy.

Jedna tylko refleksja nachodzi spóźnionego do pracy podatnika-obywatela. Czy warto było oszczędzić te 15 minut z dnia miłościwie administrującego. Czy nie lepiej może, żeby sobie on odpoczął z gazetą na kanapie (czy gdzie lubi najbardziej) i nie podejmował żadnego wysiłku intelektualno-fizycznego również przez pozostałe 7 godzin i 45 minut nominalnego czasu pracy. A kiedy racja stanu wymaga, aby wysiłek jednak podjąć, niech on będzie nieco wolniejszy. Za to dużo lepszy.

Obserwując całkiem inne mechanizmy przemieszczania się władzy, podatnik-obywatel ma niewielką nadzieję, że może kolejny -- niewątpliwie odmienny -- zestaw miłościwie administrujących będzie miał nieco bardziej przyjazne zwyczaje komunikacyjne.

Może niekoniecznie od razu „ministrowie na rowery”, ale z pewnością znalazłby się sposób na rozsądny kompromis z lepszym uwzględnieniem podstawowego prawa wynikającego z zależności „kto jest dla kogo”.

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.