Strona główna arrow Felietony arrow Gospodarka arrow Stonka a sprawa polska
Stonka a sprawa polska
E-mail
Juliusz Mille   
07. 02. 2005.
Wydawałoby się, że czasy, kiedy przebrzydli imperialiści zrzucali z samolotów stonkę ziemniaczaną, w celu zaszkodzenia dorodnym uprawom polskiego kartofla, a i dobrobytowi socjalizmu w istocie, powinny pozostać wspomnieniem zamierzchłej przeszłości -- gdzieś daleko przed grubą kreską, chudymi latami transformacji i inwazją barów McDonalda. Gdyby tak było jednakowoż, tematem felietonu musiałoby być jakieś inne sympatyczne zwierzątko, na przykład modliszka. A nie jest.
Advertisement

Ludzie jeść muszą, co by się nie działo. Potrzeba zapewnienia pożywenia jest jedną z tych, z których zrezygnować nie możemy, co najwyżej możemy ograniczyć intensywność, czy jakość jej zaspokajania (swoją drogą proszę wybaczyć dość rażący w tym kontekście eufemizm).

Tę dość oczywistą prawdę postanowiła wykorzystać spółka, którą dla potrzeb felietonu nazwiemy Winetou Ludens Logistyka. Jako że, jak wszem wiadomo, rynkiem jesteśmy nie pierwszej zasobności, Winetou Ludens postanowił zainwestować w sektor masowej sprzedaży detalicznej tworząc sieć osiedlowych sklepów o wdzięcznej nazwie Stonka. Nazwa marketingowo nośna, gdyż owad to wielce pracowity i pożyteczny (w pewnym przybliżeniu przynajmniej). Sieć ta w zamierzeniu przeznaczona jest dla odbiorców, dla których najistotniejszym kryterium zakupu jest cena, a jest to grupa osób niemała, co legło u podstaw strategii inwestycyjnej naszego inwestora.

Stało się zatem, że stonkowych dyskontów spożywczych powstało niemalże 1000, a co jedna Stonka, to bardziej pracowita i tańsza. Jednakże w ferworze pompowania setek milionów złotych w naszą wygładniałą gospodarkę, za co Winetou Ludensowi wdzięczność jesteśmy winni dozgonną, jakoś przeoczone zostało, że stonka, chociaż owad pracowity, sama jednotonowej palety z cukrem uciągnąć nie może. A przynajmniej nie powinna. Winetou Ludens bowiem, w trosce o dobro klienta w pierwszym rzędzie, postanowił ograniczyć załogi sklepów do minimum. A i sprzętem mechanicznym inwestor Stonki nie rozpieszczał, no bo jeszcze popsuje, albo zgubi.

Nosił dzban wodę, a właściwie wspomniany cukier w jednotonowych paletach, dopóki ucho się nie urwało. A że się urwało mogliśmy się dowiedzieć z dość szeroko relacjonowanego procesu, który Winetou Ludensowi wytoczyła Pani Buntowniczka. Co prawda Pani Buntowniczka jest nią niejako przypadkiem, wcześniej -- pracując dla systemu -- dość aktywnie brała udział w przekazywaniu jego represyjnych metod w dół hierarchii, jednakowoż przyjmijmy wielkodusznie, że nie miała innego wyjścia.

Pani Buntowniczka, kiedy jeszcze nią nie była, stanowiła drobny element maszyny mielącej. Mielącej tak, by przy minimalnym nakładzie uzyskać maksymalny z niego zwrot. Optymalizacja procesów biznesowych jest skądinąd dobrym prawem przedsiębiorcy i zwykle działa poprawnie. Tutaj jednak wydaje się, że zawiodły mechanizmy kontrolne państwa, bo o normach etycznych kapitału (tego konkretnie) trudno by mówić. Głównie z tego względu, że ich nie ma.

Wydaje się, że inwestorzy w sektor wielkopowierzchniowych sklepów detalicznych, stoją tylko nieco wyżej w hierarchii użyteczności dla gospodarki od spekulacyjnego kapitału krótkoterminowego, który dzisiaj kupuje 2 złote, by jutro je sprzedać za złotych 2,03. Perspektywa ich działania jest przypuszczalnie dłuższa, ale już wartość dodana dla rynku lokalnego podobna.

Pozostając w nieustającej wdzięczności wobec Winetou Ludens za zainwestowane w naszą gospodarkę miliony,

JM

 
Menu główne
Strona główna
Abstrakty felietonów
Szukaj z Google
Warto zajrzeć (linki)
Od Redakcji
Współpraca
Najnowsze
Najczęściej czytane
Ankiety
Chcę czytać:
 


© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.
© 2005-2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.